Forum K A T E B U S H . P L
Forum polskich fanów KATE BUSH
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Before The Down- wrażenia, spojlery
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum K A T E B U S H . P L Strona Główna -> Before The Dawn / Live On Stage (2014)
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Arystea




Dołączył: 20 Mar 2007
Posty: 157
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Ogrodzieniec; Toruń

PostWysłany: Wto 21:09, 26 Sie 2014    Temat postu: Before The Down- wrażenia, spojlery

Poniewaz opening night wlasnie trewa, za chwile w internecie zaroi sie od recenzji, relacji, opisu wrazen itp. Jako ze Ci, ktorzy bilety maja na pozniejsze terminy, czesto wola na koncert isc 'na czysto', bez wczesniejszego poznawania szczegolow, pomyslalam sobie, ze warto zalozyc taki watek, w ktorym nie bedziemy przeszkadzac innym wymiana wrazen. A i spamowania innych tematow nie bedzie.
No to zakladam i uciekam, wroce jutro, po koncercie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mochino




Dołączył: 09 Kwi 2006
Posty: 11
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 13:10, 02 Wrz 2014    Temat postu:

Ale ruch na tym forum,ulubienica wraca po 35 latach ,a tu taka cisza.,,Szok.,,Dzięki Gosiu za spotkanie w galerii.Pozdrowienia

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
wojwit




Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 5
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: gdynia

PostWysłany: Wto 15:05, 02 Wrz 2014    Temat postu:

Zeby troche rozruszac temat, moze opisze swoje wrazenia, bo chyba temu mial sluzyc ten temat.

Mialem przyjemnosc pojsc na drugi koncert i od pierwszych minut siedzialem wbity w fotel. Na pewno swoje zrobilo oczekiwanie i fakt ze sluchalem na zywo artystki, ktorej nie sadzilem ze jeszcze kiedys poslucham na zywo. Mimo to, nawet patrzac chlodnym okiem, trzeba przyznac ze to widowisko jedyne w swoim rodzaju. Ciezko je nawet opisac jak klasyczny koncert, bo to troche tak jakby opisywac kaplice sykstynska jako pokoj ze starym graffiti na scianach i suficie. Sprobuje mimo to.

Juz na wstepie bylem bardzo pozytywnie zaskoczony wokalem Kate Bush. Myslalem ze z wiekiem glos sie wyraznie obnizy i Kate wybierze raczej nowszy i spokojniejszy repertuar. Po uslyszeniu Top of the City musialem zrewidowac swoje przypuszczenia. Tak samo nie bylem pewien wykonania niektorych piosenek na zywych instrumentach i znow zostalem pozytywnie zaskoczony brzmieniem. Okazalo sie tez ze jej kompozycje w ogole sie nie starzeja (jakkolwiek sztampowo to brzmi) i brzmia caly czas doskonale. Ciezko bylo uwierzyc ze wystepuje ktos kto stronil od sceny przez 35 lat i kto wykonywal piosenki, ktore pamietaja troche inne czasy. Wszystko pasowalo do siebie idealnie.

Jezeli chodzi o wybor utworow, to zawsze beda jacys ludzie, nizadowoleni ze cos z ich wymarzonej setlisty nie zostalo zagrane. Ja koncerty traktuje jako forme wyrazu artysty, wiec jezeli Kate Bush uznala ze takie piosenki beda najlepsze, to jej wierze i z tym nie dyskutuje. Publicznosc tez nie wydawala sie specjalnie zawiedziona sluchajac koncertu. Prywatnie dodam od siebie ze jak poszedlem na Toma Pettyego i nie zagral Free Fallin' to uznalem ze to znak ze trzeba isc na niego raz jeszcze:).

Osobna pochwala nalezy sie naglosnieniowcom. O ile pierwszy koncert ponoc nie zawsze brzmial tak jak powinien, to drugi byl absolutnie perfekcyjny. Na scenie bylo naprawde sporo instrumentow, a mimo to udalo sie to naglosnic tak ze wsluchujac sie moglem slyszec kazdy instrument z osobna i zaden nie byl za glosno. Widzialem w ostatnich latach wiele gwiazd swiatowego formatu (stonesi, springsteen, fleetwood mac, tori amos i sporo innych) i czegos takiego nie slyszalem. Co ciekawe, na scenie nie widzialem odsluchu Kate, wiec albo miala go w uchu albo sluchala zespolu zza plecow, co jest jeszcze bardziej godne podziwu.

Moze na zakonczenie pare refleksji o samej Kate. Od pierwszych nut wydawala sie przeszczesliwa ze jest na scenie. Usmiech nie schodzil jej z twarzy przez reszte wystepu (pomijajac fragmenty kiedy musiala grac inny nastroj) i az przyjemnie sie ja ogladalo w takiej formie. Emocje udzielaly sie tez sluchaczom - przy the Morning Fog widzialem sporo osob ze lzami w oczach, przy Sunset podobnie, a kiedy publicznosc rozpoznala Cloudbusting, to myslalem ze wszyscy unieslismy sie pare metrow nad ziemie i trafilismy do odrobine lepszej rzeczywistosci. Udalo jej sie stworzyc niesamowita atmosfere nie tylko na scenie. Ja osobiscie bylem jeszcze szczesliwszy wiedzac ze zobacze ja jeszcze na ostatnim i przedostatnim koncercie trasy:).

A juz tak naprawde na koniec, dodam ze nie wierze zeby taki ogromny wysilek zostal wlozony w przygotowanie tylko 22 koncertow. Bede bardzo zaskoczony jezeli nie bedzie trasy koncertowej chocby po europie i usa.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
raj




Dołączył: 20 Kwi 2011
Posty: 33
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 15:45, 02 Wrz 2014    Temat postu:

wojwit napisał:

Osobna pochwala nalezy sie naglosnieniowcom. O ile pierwszy koncert ponoc nie zawsze brzmial tak jak powinien, to drugi byl absolutnie perfekcyjny.


Możesz sobie porównać Smile - w sieci są dostępne nagrania z pierwszego i z drugiego koncertu, w bardzo dobrej jakości, wrzucałem linki w głównym temacie Smile
Dodam, ze jak na moje ucho, to Kate też trochę głos zawiódł w paru momentach na pierwszym koncercie, za to na drugim było już bez zarzutów Smile

Cytat:

A juz tak naprawde na koniec, dodam ze nie wierze zeby taki ogromny wysilek zostal wlozony w przygotowanie tylko 22 koncertow.


Znając dotychczasowy sposób działania Kate jak najbardziej mozna w to uwierzyć Smile


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez raj dnia Wto 15:46, 02 Wrz 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
blackholesun




Dołączył: 22 Sie 2014
Posty: 5
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 22:40, 02 Wrz 2014    Temat postu:

wojwit - ja też na koncert przyleciałem z Gdyni Smile

W zasadzie nie pozostaje nic innego, jak podpisać się pod wrażeniami wojwita. Byłem na tym samym koncercie, w środę, a także w piątek. Porównując oba koncerty, publiczność była zdecydowanie bardziej żywiołowa w środę, właściwie po każdym numerze podczas pierwszej części koncertu była owacja na stojąco.

Jeśli chodzi o głos Kate brawo brawo brawo. Wystarczy posłuchać jednego numeru, Among Angels, by szczęka opadła do podłogi i tam została.

W kwestii setlisty, już przed koncertem wiedziałem z plotek co "z grubsza" będzie. Tym bardziej się cieszyłem, bo The Ninth Wave to fenomenalny kawałek muzyki, jak byłem nastolatkiem słuchałem tego bez opamiętania... stąd też emocjonalna reakcja, ciężko mi się oglądało And Dream of Sheep i Under Ice, bo cały czas miałem łzy w oczach...

Bardzo zaskoczyły mnie wersje live takich utworów jak Lily czy King of the Mountain. Tego drugiego po prostu nie lubię, natomiast wersja live rozwala system. Do tego Mino na końcu, błyski i zapowiedź The Ninth Wave... majstersztyk.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
lazy81
Administrator



Dołączył: 21 Lut 2006
Posty: 173
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Sob 17:54, 06 Wrz 2014    Temat postu:

Data koncertu: 3 września (środa)

To było rzeczywiście niesamowite przeżycie. Nie mogło być inaczej. Być może fakt, że fani Kate Bush czekali na ten koncert tak długo, mocno przyćmił mój osąd dotyczący jakości tego koncertu, ale po kilku dniach analizy i ciągłego przywracania w myślach tego, co zobaczyłam i usłyszałam w Hammersmith nie ma sensu silić się na oryginalność. To był po prostu rewelacyjny spektakl.

Spektakl (nie koncert!), który dokończony został z pewnymi trudnościami. Z powodu usterki technicznej tuż przed rozpoczęciem aktu "The Ninth Wave" nastąpiła nieplanowana wcześniej 30 minutowa przerwa. To pozwoliło na ochłonięcie po pierwszej części singlowej koncertu i rozmowę z fanami.
Dziwna jest ta setlista - powiedziała do mnie młoda fanka z Włoch. Nie mówię, że zła…ale dziwna. Dalej wyjaśniła, ze uwielbia pierwsze trzy albumy Kate (zwłaszcza "The Kick Inside").
Wiesz, myślę, że nikt nie oczekiwał od niej śpiewania Wuthering Heights - odpowiedziałam. Aczkolwiek chciałabym poznać klucz, jakim kierowała się przy doborze repertuaru do pierwszej części koncertu. Co zadecydowało, że wybrała "Joani", a nie, np. "This Woman's Work" lub coś z album "The Dreaming"?
Nie był to zarzut z mojej strony i absolutnie nie dyskredytuję pierwszej cześci koncertu. Wręcz przeciwnie, te teoretycznie mnie znane utwory nabrały zupełnie nowych, mocniejszych barw w wersji live. Mówię tu o fantastycznym "Top of the City" i niedocenianym "King of the Mountain".
To, co jednak czyni ten koncert wyjątkowym nie są single, ale dwie tematyczne części: "The Ninth Wave" i "Sky of Honey".

The Ninth Wave

"The Ninth Wave" to chyba jedna z najbardziej "filmowych" płyt, jakie w życiu słyszałam. Nie powstał do niej żaden teledysk, ale ta muzyka niesamowicie działa na wyobraźnię. Od lat "The Ninth Wave" słuchałam i jednocześnie oglądałam w myślach. Tym samy do tego, co zobaczyłam w środowy wieczór podchodziłam trochę jak do adaptacji filmowej. Czy będzie lepsza niż oryginał muzyczny, nawet jeśli za adaptację odpowiada autor tegoż oryginału?

Myślę, że Kate wyszła z tego obronną ręką. Postawiła na dosłowność przekazu, bo taka jest po części "The Ninth Wave" - wydarzenia tam opisane, choć dramatyczne i operujące obrazami z pogranicza jawy i snu, przedstawiają bardzo konkretne zdarzenia i ewokują jasne emocje. Podczas "And Dream of Sheep" na dużym ekranie widzimy główną bohaterkę w kamizelce ratunkowej. Przerażona, wyziębiona, łamiącym się głosem śpiewa jedną z najpiękniejszych piosenek w repertuarze Kate. Zdjęcie promujące "Before the Dawn" pochodzi właśnie z tej sceny. Otwarcie "The Ninth Wave", idealnie łączące muzykę i obrazu filmowy, robiło naprawdę olbrzymie wrażenie. Potęgowane dodatkowo przez grobową ciszę, jaka panowała wtedy na sali.

Na sam koniec "And dream of sheep" bohaterka przegrywa walkę o przetrwanie i zostaje wciągnięta pod wodę. Ekran znika i dalsza, mroczna akcja rozgrywa się w większości już na scenie. Fantastyczna jest sceneria fal oraz morskich stworzeni, które towarzyszą bohaterce podczas tej dziwnej podróży. Całość zakrapiana jest sporą nutka szaleństwa, ale jak wspomniałam, jest to szaleństwo dosłowne i wizualnie raczej nieuderzające dodatkową metaforyką.

"The Ninth Wave" kończy sielskie wykonanie "The Morning Fog". Cudowna prostota tego utworu zawsze była mi bardzo bliska. Podczas koncertu wzbogacony został o słodkie dźwięki akordeonu. Absolutnie fantastyczny moment koncertu, w którym muzycy i tancerze zespoleni są na scenie w beztroskim tańcu. Pochwała miłości do życia, do rodziny, do przyjaciół, do fanów. Powiem tak, jeżeli był moment podczas tego koncertu, w którym miałam mocno ściśnięte gardo ze wzruszenia, to tym momentem było właśnie "The Morning Fog".

Sky of Honey

"Aerial" to jest mimo wszystko album niedoceniany. Pośród wielu wspaniałych rzeczy, jakie nagrała Kate, "Sky of Honey" powinno dumnie być wymieniane pośród tych najlepszych. Koncertowe wykonanie suity tylko upewniło mnie w tym przekonaniu. O ile "The Ninth Wave" opowiada konkretną historię, "Sky of Honey" operuje nieco bardziej abstrakcyjnymi obrazami. Było tutaj zdecydowanie więcej niewiadomych. To, w jaki sposób Kate zinterpretowała tę muzykę, w jakie wizualizacje i historię ją ubrała zaskoczyło mnie niesamowicie. Fascynujące rzeczy działy się na scenie, która była podzielona na dwie części: prawa należała do aktorów, lewa do zespołu i muzyków.

Muzyka brzmiała doskonale. Zmiany w aranżacjach były subtelne, ale słyszalne i zdecydowanie poprawiały utwory (ponownie akordeon w "Sunset", fantastycznie rozbudowany "Prologue", euforyczne "Aerial" z szalonym solo gitarowym Davida Rhodesa). Hipnotyzujące wizualizacje ptaków na olbrzymim ekranie w tle sceny, bajeczna scenografia i choreografia (poruszanie się aktorów w zwolnionym tempie podczas "The Architect’s Dream"). No i drewniana kukiełka. Czy możemy porozmawiać o kukiełce?



To był mój ulubiony motyw koncertu. Prowadzona przez jednego lalkarza, pełniła rolę dziecka wystraszonego obcym miejscem, ale i zafascynowanego tym, co się dzieje na scenie. Dostaje się do świata "Sky of Honey" przez tajemnicze olbrzymie drzwi, które nagle znikają i tym sposobem zostaje uwięziony po drugiej stronie. Byłam tak pochłonięta każdym ruchem lalki, że podczas utworu "Prologue" dopiero po kilku minutach zauważyłam, że Kate jest na scenie!

Tak pięknie było do samego końca suity. Punktem kulminacyjnym było absolutnie szalone wykonanie "Aerial", kiedy to cały zespół przemienia się w ptaki. Co wtedy dzieje się z naszą kukiełką? Widząc, że jej lalkarz też przybiera postać ptaka, w panice zrywa się z jego uwięzi i zaczyna biegać po całej scenie. Olbrzymie drzwi i drzewa spadają na scenę - jedno z tych drzew przebija z impetem fortepian, przy którym wcześniej siedziała Kate. Istny koniec świata. Przez moment i właściwie do tej pory nie wiem, jak oni to zrobili. Kiedy rozbrzmiewa ostatni dźwięk "Aerial", transformacja Kate w ptaka dobiega końca i z rozłożonymi skrzydłami stoi na środku sceny. Piękne, szalone, tandetne? Może wszystkiego po trochu. Ale to jest Kate Bush. Niczego innego nie mogłam od niej otrzymać.

Cloudbusting...

Kate wyszła jeszcze raz na scenę, aby wykonać bezbłędnie "Among Angels" i razem z fanami zaśpiewać "Cloudbusting". Czasami miałam wrażenie, że publiczność podczas koncertu była za grzeczna. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby zerwali się z miejsc podczas "Sunset" i "Aerial". Co nie zmienia faktu, że wyglądali na zachwyconych. A było się czym zachwycać. Nawet jeśli teatralność nie zrobiła na kimś wrażenia, to już głos Kate musiał wzbudzać respekt. Była bezbłędna. Kontrolowała wysokie i niskie rejestry. Nie omijała trudnych momentów. Jeżeli opublikowane w internecie bootlegi z pierwszych koncertów o czymś świadczą to tylko o tym, że z każdym występem Kate nabierała coraz większej pewności siebie. Po prostu nie było się do czego przyczepić. Piękny, dojrzały głos.

Moja nowa koleżanka z Włoch, podczas jednej z przerw powiedziała: Ciekawe, dlaczego się na to zdecydowała? Dlaczego teraz? Myślę, że odpowiedzią jest syn Kate - Albert McIntosh. Jest zawarta jakaś fajna kolei losu w tym, że dzieciak, który kilkanaście lat temu oderwał swoją mamę od kariery po wielu latach okazał się być tym, który ją nam zwrócił w spektakularny sposób. Bo jeśli wierzyć temu, co napisała Kate w programie Bertie błagała ją cały czas, aby zaczęła koncertować. Ktoś może powiedzieć, że Kate trochę na siłę próbowała wypromować Bertiego na scenie, ale jeżeli jest on jej talizmanem, którego potrzebuje, aby zwalczyć stres i wyjść na scenę to czemu nie? Chłopak zrobił na mnie dobre wrażenie: nie umie wprawdzie tańczyć Laughing (swoją drogą uroczo te jego ruchy wyglądały), ale talentu mu na pewno nie brakuje. Zasłużył na to, aby na tej scenie z mamą być. Zero stresu po stronie tego 16 letniego chłopaka.

Dlaczego teraz? Być może Kate musiała poczekać na etap w swoim życiu, kiedy nie robiłaby tych koncertów tylko dla fanów, ale również dla siebie. Był taki fajny moment w "The Morning Fog", kiedy Kate śpiewa "You know what? I love you better now" i po tych słowach rozbrzmiały na widowni oklaski. To była chwila takiego pięknego porozumienia między artystą i publicznością.

Rozumiemy Cię, Kate. Nie musisz się tłumaczyć Wink I wielkie dzięki za te koncerty!


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez lazy81 dnia Sob 22:08, 06 Wrz 2014, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mkp




Dołączył: 26 Sie 2014
Posty: 13
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 13:03, 07 Wrz 2014    Temat postu:

Także byłem 3 IX. Przyszedłem na tyle wcześnie, by mimo najtańszego biletu, zająć miejsce 10 metrów od sceny, chociaż stanie przy samej ścianie sprawiało, że dźwiękowi minimalnie brakowało do idealnej klarowności. Mimo wszystko jeden z najlepszych (najlepszy?) koncert, na jakim byłem. Bardzo dużo emocji, wzruszeń i ciar przechodzących przez całe ciało.
Z pierwszej części setu, czyli specyficznego the best of, co najwyżej "Joanni" bym zamienił na inny utwór. Pozostałe piosenki tak zostały wykonane, że podobają mi się teraz jeszcze bardziej. Fantastyczna forma, zarówno Kaśki*, jak i zespołu. Cieszyło mnie, że nie zdecydowała się na zatopienie tych piosenek w formalinie i wykonanie w wersjach jak najbliższych płytowym oryginałom (przekleństwo coraz większej liczby wykonawców), tylko dano im oddychać i się rozrosnąć. Co do rozrostu dopiero po sięgnięciu po bootleg zauważyłem, jak bardzo niektóre utwory zostały wydłużone (np. "King of the Mountain" ok. 6:20 w stosunku do płytowego 4:50, czy wydłużone o blisko dwie minuty "Aerial"). Innymi słowy zrobiono to w bardzo subtelny i nienachalny sposób.
Największe wrażenie zrobiło na mnie "The Ninth Wave". Począwszy od "And Dream of Sheep", poprzez "Under Ice" (jeszcze bardziej wstrząsające niż na płycie "It's me!"), "Waking the Witch" (w końcu się przekonałem do tej części rock operowej), "Watching You Without Me" (jaka piękna coda do tego utworu!), "Jig of Life" (była moc), "Hello Earth" (fantastyczne zgranie z chórem we fragmencie "All you sailors..."). Tak, Lazy, to jest trafne słowo - spektakl. Na szczęście to część wizualna dopełniała muzykę, a nie na odwrót, jak czasem się zdarza w tego typu przedstawieniach. Fale, wyjmowanie Kaśki spod sceny, latający nad ludźmi helikopter.

Problemy techniczne dawały się we znaki. Przez te wydłużone przerwy pod koniec koncertu całkiem bolały mnie nogi, mimo że jestem młody (wyszły 4 h stania). W końcówce "Hello Earth" nawet dźwięk padł na jakieś 2 sekundy. Swoją drogą jak Kate przenosili wtedy do damskiej toalety*, to była jakiś metr ode mnie. Mała rzecz, a cieszy.
W którymś momencie głos Kate też znacząco rozjechał się z ruchem ust na ekranie. W sumie dowód na to, że śpiewała na żywo.
"Tawny Moon" był bez wątpienia jedynym słabszym elementem wieczoru. Ale jeśli ceną za te koncerty była konieczność wysłuchania Bertiego piosenki, to warto było.
Zirytowała mnie tylko grupka, która zaczęła klaskać i krzyczeć na początku "Sunset". "... in the see of honey, the sky of honey" było dla mnie kluczowym punktem tej części koncertu. A przez kogoś ta część niemal została zagłuszona. Co chcieli pokazać? Że poznali ten utwór? Niech żyje refleks. Tak poza tym publiczność wyśmienita. Rzadko kiedy czuje się, że wszyscy bardzo dobrze wiedzą, po się zeszli w tym akurat miejscu i czasie. Owacja na stojąco przynajmniej 10 razy była. Ludzie posłuchali prośby Kate o nieświecenie telefonami (nie rozumiem, czemu niektórzy próbowali ją za to hejtować), co rzeczywiście dodawało atmosfery intymnego obcowania artystów z publiką. Na bisach podszedłem pod samą scenę i "Cloudbusting" tam atmosfera była wyborna. Wszyscy klaskali, śpiewali i ruszali się w rytm muzyki. Kaśkę z jednej strony chyba cieszyła taka reakcja, a z drugiej nieco konfundowała (nie podeszła na bliżej niż 2 metry).

Co jeszcze zauroczyło?
- gospelowe zaśpiewy (Lily)
- fragmenty gabrielowskie

Kate udowodniła wszystkim Madonnom i Lady Gagom, że można być trochę już starszą panią, o figurze odbiegającej od kanonów urody, nierobiącej ze swojego koncertu "the best of" i nieepatującą jakimiś pseudoprowokacjami, by dać fantastyczny koncert. By być GWIAZDĄ! Teraz tylko pozostaje czekać na oficjalne wydawnictwo uwieczniające te koncerty. Szkoda by było wspominać je tylko na podstawie bootlegów.

* Jak wzięła górną partię w "Top of the City", to aż zacząłem się zastanawiać, czy może z wcześniejszymi utworami jednak by sobie także poradziła.
** Tym co nie byli - tak, planowa część koncertu.

PS Może ktoś sfotografować i umieścić program, który był do kupienia w sklepiku? Niestety ta wyprawa i tak sprawiła, że do końca września będę jechać na suchych bułkach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tomeksj




Dołączył: 22 Maj 2012
Posty: 30
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Jaworzno

PostWysłany: Nie 16:10, 07 Wrz 2014    Temat postu:

Nie mam teraz przy sobie aparatu, ale program jest zdecydowanie wart swojej ceny (Tori Amos mogłaby się czegoś nauczyć od koleżanki z branży Razz), przypomina bardziej książkę pełną ilustracji. French folds to też ciekawe urozmaicenie. Niektóre z zawartych w nim ciekawostek i wypowiedzi Kate możesz przeczytać tutaj: [link widoczny dla zalogowanych]

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez tomeksj dnia Nie 16:15, 07 Wrz 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
lazy81
Administrator



Dołączył: 21 Lut 2006
Posty: 173
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 20:21, 08 Wrz 2014    Temat postu:

Cytat:
Może ktoś sfotografować i umieścić program, który był do kupienia w sklepiku?

I tak planowałam sobie ten program zeskanować, zatem jak tylko to zrobię, wrzucę Wam tu na forum.
Dajcie mi tylko chwilkę, bo po tym wyjeździe zaatakowało mnie przeziębienie. I muszę dojść do siebie. Klima w samolotach to jednak nigdy nie jest mój sprzymierzeniec.
Cytat:
W końcówce "Hello Earth" nawet dźwięk padł na jakieś 2 sekundy. Swoją drogą jak Kate przenosili wtedy do damskiej toalety*, to była jakiś metr ode mnie. Mała rzecz, a cieszy.

O nieeeeeee, ale byliśmy blisko siebie! Kurcze, ja siedziałam właśnie po tej prawej stronie. Dosłownie 4-5 rzędów za tym przejściem, którym nieśli Kaśkę do wyjścia. Niedaleko osób stojących pod ścianą. Pewnie obserwując ich przed koncertem obserwowałam i Ciebie. Bo byłam na sali bardzo wcześnie.

Swoją drogą to wyniesienie Kate w trakcie "Hello Earth", a później jej powrót na scenę jak gdyby nigdy nic tym samy wejściem mocno mnie zaskoczyło. Nie spodziewałabym się po niej, że od tak wejdzie sobie w tłum.
Cytat:
W którymś momencie głos Kate też znacząco rozjechał się z ruchem ust na ekranie.

Też to zauważyłam, ale generalnie pomysł z wideoklipem i śpiewem do niego na żywo "zza kulis" bardzo mi się podobał.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez lazy81 dnia Pon 20:22, 08 Wrz 2014, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mkp




Dołączył: 26 Sie 2014
Posty: 13
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 13:33, 09 Wrz 2014    Temat postu:

lazy81 napisał:

O nieeeeeee, ale byliśmy blisko siebie! Kurcze, ja siedziałam właśnie po tej prawej stronie. Dosłownie 4-5 rzędów za tym przejściem, którym nieśli Kaśkę do wyjścia. Niedaleko osób stojących pod ścianą. Pewnie obserwując ich przed koncertem obserwowałam i Ciebie. Bo byłam na sali bardzo wcześnie.


Czerwone spodnie, zielony podkoszulek, szara koszula i okulary. Też byłem bardzo wcześnie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
tomeksj




Dołączył: 22 Maj 2012
Posty: 30
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Jaworzno

PostWysłany: Wto 14:22, 09 Wrz 2014    Temat postu:

Dopiero teraz zauważyłem literówkę w tytule tematu, skojarzyło mi się z tymi fake'ami posterów, które niedawno były jeszcze w sprzedaży Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Floyd




Dołączył: 24 Lut 2008
Posty: 191
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Śro 10:54, 10 Wrz 2014    Temat postu:

Ja właśnie jestem po swoim koncercie. Dłuższe podsumowanie napiszę później, ale teraz chciałbym uchwycić swoje myśli tuż po Świcie.

Po pierwsze i przede wszystkim - wokal. To jest coś niesamowitego i nieprzyzwoitego, żeby w tym wieku, po takiej przerwie od konwertowania śpiewać tak dobrze. Bezwysiłkowe, na pełnym gardle, głośno, cicho, wysoko, nisko, z tą charakterystyczną chrypką - doskonały wokal przez cały koncert, aż nie mogłem się nasłuchać jak dobrze te wszystkie utwory brzmią. I co najważniejsze - nie były przerobione na jakieś badziewne aranże, tylko zaśpiewane tak, jak na płytach. I zaśpiewane Aerial Tal Surprised ja chcę jeszcze raz!!!

Po drugie - forma koncertu. Rozpoczęcie w tradycyjnej formie, rockowo, mocno, żeby potem zabrać widzów w krainę teatru i filmu. Bardzo mi się podobał motyw z Kate w wodzie, zwłaszcza przed Jig of Life kiedy to rozpaczliwe "let me live" prawie doprowadziło mnie do płaczu.

Sky of honey cudne cudne cudne. Kocham ten album od początku, ale jego interpretacja live mnie zachwyca. To rozszerzenie przy Prologue, Sunset, Nocturn i kompletnie odjechany Aerial. Nic tylko bić brawo.

Na koniec dwa piękne bisy i koniec tej przygody. Chciałbym jeszcze raz... I jeszcze raz...

Dobrze, że koncert będzie nagrany. Obowiązkowa pozycja do kupienia!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
raj




Dołączył: 20 Kwi 2011
Posty: 33
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 20:21, 14 Wrz 2014    Temat postu:

Byłem na koncercie przedwczoraj (w piątek 13.09) (jednak! Smile)
Nie chciałem wiele wcześniej pisać, bo nie byłem do końca pewny że wszystko "zagra" - kupiłem bilet "z drugiej ręki" na Seatwave i miałem troche obaw czy wszystko sie uda i uda mi się wejśc na koncert. Na szczęście Seatwave wywiązało się ze swojego zadania idealnie. Trzeba im przyznać że naprawdę są warci prowizji, którą pobierają od ceny biletu Wink, i chociaż wiem, że wśród fanów ta firma, jak również inne podobne posredniczące w odsprzedaży biletów "z drugiej ręki" nie są specjalnie lubiane, i po tym, jak bilety na koncerty Kate zostały wyprzedane w 15 minut i zaraz potem pojawiły się w tych serwisach po wielokrotnie zawyżonej cenie, na te serwisy posypała się na forach fala hejtu, to w takich "awaryjnych" sytuacjach (pisałem już o tym, że o koncertach nic nie wiedziałem i dowiedziałem się dopiero w sierpniu Sad) mogę ich śmiało polecić jako "ostatnią deskę ratunku".
Co do samego koncertu - oczywiście rewelacja, jak tu już parę osób pisało, moge sie do nich tylko przyłączyć. Wspaniały spektakl - bo to rzeczywiście jest prawdziwy teatr, z wykorzystaniem całej techniki scenicznej, a nie zwykły koncert - i na pewno ogromną stratą byłoby tam nie być. "The Ninth Wave" pod wzgledem teatralno-wizualno-plastycznym było wspaniałe, genialne.
Na moje ucho moge powiedzieć, że głos minimalnie zawiódł Kate w dwóch momentach, na początku "Jig of Life" i "Hello Earth" - ale to akurat już było słychac wczesniej na bootlegach, ze akurat w tych momentach głos się jej nieco załamuje, i na koncercie było tak samo. To jednak absolutnie w niczym nie umniejsza wrażeń i wspaniałości całego koncertu, a nawet wręcz przeciwnie - takie drobne niedoskonałości to przecież rzecz charakterystyczna dla koncertów na żywo i wręcz element tworzący atmosferę Smile.
Wersje koncertowe utworów (to wrażenie już też wyniosłem wcześniej z bootlegów) bardzo energetyczne, "mocne", w wielu przypadkach ciekawsze od wersji płytowych - zwłaszcza dotyczy to "Aeriala", który jako jedyna z płyt Kate jakoś niespecjalnie mi podchodzi. W tym koncertowym wykonaniu odbiera się jednak tę muzykę zupełnie inaczej, lepiej. Zaskoczył mnie też bardzo obszerny skład zespołu - 7 muzyków: 2 perkusje, 2 zestawy klawiszy, 2 gitary i bas. To niewątpliwie też miało wpływ na tak znakomite, energetyczne i "gęste" brzmienie tej muzyki.
Nie zgodzę się z tym, co napisał Floyd w innym wątku, że nagrania z bootlegów mają się nijak do rzeczywistego koncertu. Moim zdaniem są bardzo dobre (zwłaszcza to drugie, w pierwszym słychac trochę za dużo dźwięku z publiczności a za mało ze sceny) i naprawdę dobrze oddają to, co sie działo na koncercie - pomijając oczywiście całą warstwę wizualną, która ogromnie wpływa na odbiór i pewnie stąd wrażenie, że na koncercie brzmiało to "lepiej". Nie, brzmiało dokładnie tak samo Smile Słucham teraz jeszcze raz mając świeżo w pamięci koncert i podtrzymuje to zdanie Smile

Tak więc mnóstwo kasy wydanej, praktycznie całe dwa dni w podróży tam i z powrotem, ale Kate jest warta tego wszystkiego Smile. Podsumowując jednym zdaniem: Kate pokazała tymi koncertami, że - w razie gdyby ktoś sobie o niej zapomniał, albo miał co do tego jakieś wątpliwości - wciąż jest największa na scenie muzycznej. Smile

Aha - polecam poruszanie się po Londynie rowerami publicznymi Wink


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez raj dnia Nie 20:26, 14 Wrz 2014, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
wojwit




Dołączył: 29 Sie 2014
Posty: 5
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: gdynia

PostWysłany: Śro 10:28, 01 Paź 2014    Temat postu:

Przyznac sie kto to wywiesil polska flage w czasie Clousbusting:).

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mkp




Dołączył: 26 Sie 2014
Posty: 13
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 19:52, 07 Paź 2014    Temat postu:

Wojwit, możesz powiedzieć, czy poszczególne koncerty się różniły czymś? Że w setliście były identyczne i że żadni goście się nie pojawiali (chociaż na ostatnim koncercie spodziewałem się jakiegoś Gilmoura albo innego Gabriela) to wiem. Ale czy coś więcej? Czy było widać, że Kaśka z koncertu na koncert się rozkręcała? Czy może jakieś smaczki dorzucał zespół?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum K A T E B U S H . P L Strona Główna -> Before The Dawn / Live On Stage (2014) Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Regulamin